ślub

ślub

Nareszcie chwila oddechu.. w końcu mogę pochwalić się kilkoma zdjęciami ze swojego ślubu.. Uwielbiam wszystko co naturalne, jestem zakochana w rustykalnym stylu i od zawsze wiedziałam, że moje wymarzone wesele będzie w karczmie. Na szczęście mieszkam w miejscu, gdzie karczmy są dość popularne, więc wystarczyło wybrać właściwą i zastanowić się nad dekoracją... Udało nam się zarezerwować karczmę położoną na polanie i otoczoną górami, po prostu bajka..


Karczma w środku, jak to karczma- drewniana. Niezwykle przytulna i ciepła, sama w sobie stanowi już dekorację. Nie chcąc przytłaczać jej nadmierną ilością ozdób, postawiliśmy na świece i żywe kwiaty. Kwiaty w jasnych kolorach z przewagą mojej ulubionej, uroczej gipsówki, białe obrusy z lnianymi bieżnikami przerzuconymi przez środek i dwa rzędy koronkowych chorągiewek poprzetykanych dekoracyjnymi żarówkami i zawieszonych między balkonami. W oknach zawiesiłam wykonane własnoręcznie serca z kordonka, usztywnione na styropianowej formie i ozdobione kokardką w odcieniu royal blue. 




Walentynki?

Walentynki?


Przechodząc miastem nie sposób nie zauważyć, że nadeszły Walentynki.. przesłodzone, cukierkowe wystawy krzyczą do nas z każdej strony milionem serduszek, kupidynków i innych okropności kojarzących się nam z miłością.. czemu nie lubię tego święta? nie wiem, nigdy nie lubiłam, zawsze wydawało mi się ono zbyt kiczowate i zbyt komercyjne.. A wiecie skąd wzięły się Walentynki?
Wiele wskazuje na to, iż początków święta zakochanych można doszukiwać się w Starożytnym Rzymie. Bowiem 15 lutego obchodzono tam wigilię Luperkaliów. W czasie obchodów tego święta, na małych skrawkach papieru zapisywano imiona dziewcząt razem z krótkimi wiadomościami miłosnymi i wrzucano je do urny. Karteczki losowano wśród mężczyzn i tak złączona para musiała przebywać ze sobą przez cały czas trwania święta. Po upadku Rzymu tradycja ta z czasem zaczęła zanikać. Aby wykorzenić stare pogańskie zwyczaje Kościół postanowił nadać temu świętu nowy wydźwięk.  I tu pojawia się postać świętego Walentego.

Walenty był kapłanem, żyjącym w II wieku naszej ery w Rzymie za panowania cesarza Klaudiusza II Gockiego. Cesarz zakazał wchodzenia w związki małżeńskie żołnierzom. Stwierdził, że najlepszymi wojownikami są mężczyźni samotni. Walenty uznał ten zakaz za absurdalny,złamał go i potajemnie udzielał ślubów za co został wtrącony do więzienia. Kiedy czekał na wykonanie wyroku, poznał córkę naczelnika wiezienia i zakochał się w niej. Dziewczyna była niewidoma. Legenda głosi, że miłość ta, była tak wielka, że ukochana Walentego odzyskała wzrok. Nie uchroniło go to jednak przed śmiercią, która według podań miała miejsce 14 lutego. Na pożegnanie Walenty pozostawił wybrance serca list podpisany, "od Twojego Walentego" Ponoć tak narodził się zwyczaj wręczania sobie Walentynkowych kartek. 
Do Polski Walentynki trafiły w latach 90 XX wieku z kultury francuskiej i krajów anglosaskich oraz razem z kultem świętego Walentego z Bawarii i Tyrolu. Z chwilą pojawienia się w Polsce, Walentynki zaczęły konkurować o miano "święta zakochanych" z naszym rodzimym słowiańskim świętem (o pogańskim rodowodzie) nazywanym Nocą Kupały lub inaczej Sobótką (21/22 czerwca).

Niezależnie od tego czy lubicie to święto, czy podobnie jak ja nie znosicie go...czy świętujecie, czy nie.. życzę Wam w tym dniu samych wspaniałości a zakochanym przypominam, że święty Walenty jest jednocześnie patronem zakochanych, epileptyków... i chorych psychicznie :)

moja przygoda z sutaszem

moja przygoda z sutaszem


A wszystko zaczęło się od ślubu.. co prawda minęło już pół roku ale dopiero teraz mam chwilkę żeby się pochwalić jak to wszystko wyglądało.. 
Ci który zaglądali na mojego starego bloga być może pamiętają, że zaczęłam Wam pokazywać "kulisy" przygotowań do tego ważnego wydarzenia..

Ale od początku... najważniejsze dla mnie było miejsce...(o tym w kolejnym poście) marzyła mi się polana i góralska chatka, spokój i cisza.. drugą sprawą była suknia ślubna.. wymyśliłam sobie, że nie chcę aby wszystko było takie białe i postanowiłam dodać drugi kolor. Wybór padł na dość mocny kolor nazywany "royal blue" .  znalazłam śliczne buciki w tym kolorze, mój narzeczony został wyposażony w krawat i poszetkę w tymże odcieniu a do pełni szczęścia brakowało mi tylko kolczyków.. Chciałam mieć coś swojego, zrobionego przeze mnie i według mojego projektu a że zawsze byłam zakochana w biżuterii soutache nie mogło skończyć się inaczej :) Nakupiłam sznurków, koralików i igieł i zabrałam się za oglądanie poradników na YouTube. 
Lekko nie było ale efekty możecie zobaczyć na zdjęciach..

Miesiąc styczeń - czas do życzeń..

Miesiąc styczeń - czas do życzeń..


I tym oto przysłowiem, witam Was w Nowym Roku.. Roku, który na samym początku przyniósł mi nie małą niespodziankę..otóż mój poprzedni blog przestał być moim blogiem :) zniknął zupełnie z mojego konta i ślad po nim nie pozostał... Po serii skarg i zażaleń w związku z jego zniknięciem, które pozostały bez odpowiedzi, postanowiłam swoja przygodę z blogowaniem zacząć od nowa..

Ci, którzy zaglądali czasem na mojego poprzedniego bloga wiedzą, że z moją systematycznością różnie bywa.. Tym, którzy są tutaj pierwszy raz pragnę się przedstawić.
Na imię mam Renata i z wykształcenia jestem etnologiem. Z zamiłowania, rękodzielnikiem. Pierwotnym zamysłem tego bloga było zaprezentowanie Wam mojej radosnej twórczości lecz szybko okazało się, że interesuje mnie zbyt wiele rzeczy, którymi chciałabym się z Wami podzielić.. Dlatego poza zdjęciami moich prac, będziecie mogli obejrzeć zdjęcia z moich wypraw oraz poczytać ciekawostki ze świata folkloru, który uwielbiam..

Na koniec życzę sobie i Wam, aby ten rok przyniósł Wam same radości i dobre nowiny, wiarę w cuda i rzeczy niemożliwe a przede wszystkim wiarę w siebie i swoje możliwości.. życzę Wam niekończących się inspiracji.. Nie bójcie się marzyć i twórzcie!
Copyright © 2014 Etnoland , Blogger